Polska historia ma dwie twarze. Jedną zapisują kroniki, dokumenty i daty. Drugą — tę wcześniejszą, bardziej nieuchwytną — tworzą opowieści: legendy o początkach, bohaterach, władcach, którzy stoją na granicy mitu i historii. Tę właśnie sferę Tadeusz Zieliński nazwał kiedyś – w odniesieniu do przeszłości antycznej Grecji – „starożytnością bajeczną”, czyli czasem, w którym pamięć zbiorowa mówi jeszcze językiem symbolu, a przeszłość istnieje przede wszystkim jako opowieść. Polski dramat wielokrotnie wracał do tej przestrzeni. Nie po to jednak, by rekonstruować pradzieje w sensie historycznym, lecz by zadać pytanie o początki wyobraźni narodowej. Kim byliśmy, zanim pojawiły się kroniki? Jaką wspólnotę można zbudować z legendy?
W centrum wystawy znajduje się romantyczne odkrycie „bajecznej Polski”. Juliusz Słowacki uczynił z niej jeden z najoryginalniejszych teatrów swojej epoki. W Balladynie legenda o królowej Popielów i jeziorze Gopło staje się dramatem o władzy, winie i moralnej katastrofie. W Lilli Wenedzie poeta buduje mit prehistorycznej walki między plemionami – opowieść o narodzinach i zagładzie, której bohaterowie istnieją niemal jak postacie z eposu. Motywy te przenikały również do muzyki. Władysław Żeleński stworzył operę Goplana, opartą na wątkach Balladyny. W tej partyturze romantyczna fantazja o jeziorze Gopło, nimfach i ludzkiej ambicji została przełożona na język sceny.
Ten romantyczny gest podjęli także inni twórcy. Cyprian Norwid w dramatach Krakus oraz Wanda sięga do najstarszych polskich legend zapisanych w kronikach — o założycielu Krakowa i o księżniczce, która według tradycji wybrała śmierć zamiast poddania się obcej władzy. Norwid traktuje je nie jako patriotyczną dekorację, lecz jako filozoficzne przypowieści o odpowiedzialności władzy i sensie ofiary. Pod koniec XIX wieku do tej samej „bajecznej starożytności” powróciła kultura modernizmu. Stanisław Wyspiański w młodzieńczym dramacie Legenda (do którego wracał i pod koniec życia w Legendzie II) reinterpretował podanie o Wandzie, przekształcając je w symboliczny dramat o wspólnocie i przeznaczeniu. W dramacie Bolesław Śmiały Wyspiański ukazuje szczególny moment przejściowy między światem „dziejów bajecznych” a historią właściwą. Postaci takie jak Świst i Poświst należą jeszcze do sfery półlegendarnej – są zakorzenione w ludowej wyobraźni, symbolizują dawne, nie do końca ukształtowane formy wspólnoty i myślenia o władzy. Ich obecność w dramacie przypomina o czasach, gdy opowieść o przeszłości miała charakter mitu i była przekazywana bardziej jako legenda niż fakt. Na tym tle pojawiają się postacie historyczne: król Bolesław II Śmiały oraz biskup Stanisław ze Szczepanowa, których konflikt stanowi już część udokumentowanych dziejów Polski. Wyspiański zestawia te dwa porządki, aby pokazać moment narodzin historii – przejścia od wyobrażenia do świadomości historycznej, od mitu do zapisu wydarzeń. Z kolei powieść Stara baśń Józefa Ignacego Kraszewskiego stała się jedną z najgłośniejszych literackich wizji pogańskich początków Polski – barwną opowieścią, która na nowo ożywiła legendy o Popielu, Piaście i świecie sprzed chrystianizacji.
Harfa Derwida – tytuł wystawy przywołuje legendarnego pieśniarza z dramatu Słowackiego Lilla Weneda. W jego rękach instrument staje się symbolem pamięci starszej niż kroniki. To właśnie taka pamięć rozbrzmiewa w dziełach zgromadzonych na tej wystawie. Nie jest historią w sensie ścisłym. Jest raczej pytaniem: jakie mity były potrzebne, aby wyobrazić sobie początki wspólnoty? Bo zanim pojawiły się daty i archiwa, była opowieść. A zanim powstała historia – była harfa.
Fragment tekstu Michała Mizery Harfa Derwida. Między mitologią, legendą a historią